Wzloty i upadki
Teraz jestem gdzieś blisko dna, dołu zwanego nieszczęście ( brak poczucia samorealizacji, niezadowolenie z samej siebie i frustracja na otaczającą mnie rzeczywistość mogą tutaj posłużyć za synonimy). Samotność nie pomaga w wydostaniu się z tej pułapki ( muszę znaleźć w samej sobie siłę, by zawalczyć o moje szczęście i poczucie spełnienia). Zatrważająca obojętność na sprawy, które powinny być dla mnie najważniejsze jeszcze bardziej ściąga mnie w dół ( albo może to, że czuję się jakbym była w tym dole spowodowało tą obojętność na pierwszym miejscu?). Czekam nadal na moją windę, by się stąd wydostać ( gdzie jest????). Po to przecież upadamy, by wznieść się jeszcze wyżej niż byliśmy. Chociaż w sumie wątpię w prawdziwość tego zdania. Chyba. ( jest kiczowate jak nie wiem, ale tak właściwie to może ma sens? plus brzmi jakże zatrważająco, przyznajcie)
Komentarze
Prześlij komentarz